...

Przedstawienie inne niż wszystkie

niedziela, 3.maja.2009, 14:41
Józio bardzo lubił chodzić do cyrku. Uwielbiał wszechobecny zapach prażonej kukurydzy i odchodów słoni, drewniane ławki, które co chwilę się obsuwały i magiczną atmosferę tymczasowości. Śmiał się do przepychających się przez tłum sprzedawców czerwonych, piszczących nosów i do fruwających na niewidocznych skrzydłach akrobatów.
Po każdej wizycie zachowywał bilet, który chował do skrzynki na największe swoje skarby, razem z kamykiem z dziurką, papierkiem po słowackim cukierku i mysią czaszką. Pamiętał doskonale każdy gag i sztuczkę, potrafił z zamkniętymi oczami odtworzyć przemówienie konferansjera. Wiedział, że jak będzie duży, to ucieknie z domu i zostanie połykaczem noży.
Jednak ten spektakl wyrył mu się w pamięć bardziej, niż cokolwiek innego.
Niedźwiedzie z kokardami na uszach przejechały już trzy okrążenia na jednokołowych rowerkach, Niesamowity Dimitrij z Rodziną wykonali Zadziwiającą Dimitriadę na najwyższym trapezie, a Klaun Bobo zrobił kultowy już numer z plackiem śliwkowym.
- Panie i panowie! - wołał Mistrz Ceremonii o zabawnym akcencie i zakręconych wąsach. Józio bezgłośnie recytował tekst wraz z nim, uważnie sprawdzając, czy nic się nie zmieniło od ostatniego czwartku.
- Ujrzycie rzecz tak nie do uwierzenia, że będziecie przecierać oczy ze zdumienia! Tak przerażającą, że przypomnicie ją sobie w środku najciemniejszej nocy w waszym życiu! Tak niesłychaną, że inni będą kręcić głową, gdy im opowiecie, co zobaczyliście! A zobaczycie najgroźniejszą z bestii, postrach Afryki, zębatą grozę, którą tylko jeden człowiek na świecie jest w stanie poskromić! To człowiek, który śmieje się w twarz śmierci i idzie bez wahania prosto w paszczę niebezpieczeństwa. Człowiek o nerwach ze stali. Ale nie obawiajcie się. Ten właśnie człowiek jest z nami. Wielkie brawa dla Zdumiewającego Kandińskiego!
Lew był faktycznie imponujący. Miał ogromą paszczę, a gdy szedł, mięśnie falowały pod napiętą skórą. Józio nie widział go wcześniej i przelotnie zastanowił się, co stało się z poprzednim. Publiczność zamarła na sekundę, gdy potężne zwierzę rozwarło paszczę i ukazało swoje ogromne zęby w ryku.
Kandiński był najlepszy w swoim fachu. Lew bez chwili wahania skakał przez płonące obręcze i tańczył na dwóch łapach, gdy słyszał trzask bicza. Co jakiś czas ryczał jednak groźnie, by przypomnieć widzom, że mają do czynienia z urodzonym zabójcą.
W końcu nadszedł czas na finałową sztukę. Widownia wstrzymała oddech, gdy Zdumiewający Kandiński otwarł rękami paszczę zwierzęcia na całą szerokość i włożył głowę między straszliwe zęby.
I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Lew w ułamku sekundy zwarł szczęki i rozwarł je, by połknąć to, co zostało z tresera.
Zapadła grobowa cisza. W ostatnim rzędzie jakaś kobieta załkała histerycznie.
Po trwającej wieki konsternacji ktoś zaklaskał niepewnie. Ludzie spojrzeli na niego z wdzięcznością i nagle zerwała się burza braw. Widzowie wyli, tupali i uderzali rytmicznie dłońmi o uda. Cały namiot trząsł się od oklasków, a one z każdą chwilą narastały. Tłum ogarnęła euforia, zrywano się z ławek i wiwatowano na cześć lwa. Szatynka z drugiego rzędu rzuciła na arenę swoją bieliznę.
Kierownik cyrku odetchnął z ulgą. Przedstawienie było uratowane.




baśnie

o szklanym bzie
o postaci drugoplanowej
o soplu lodu
o koniu, który zabłądził na niebie

wycinanki

Przedstawienie inne niż wszystkie
Hymn o umiłowaniu wolności
Ćma
Drzewo Wiadomości
Jutra raczej nie będzie
Dracena
Nini

dziwne przypadki

raz dwa

Klatka

szambo

Bliżej
Jeszcze jeden koniec świata, nic ponadto
List, choć papieru zabrakło
Co cię nie zabije
Piołun
2012
Pod trzepakiem, na trzy minuty przed końcem


kroniki chwalebnej rewolucji w Biem

Rozdział pierwszy, w którym apteka nie zostaje spalona
Rozdział drugi, w którym udowodnione zostaje, że bogowie też się mylą
Rozdział trzeci, w którym ktoś rzuca rybą w zabawny sposób


szukajmnie

?
mejluj
rzyganie frustracją
FFN. czytanie grozi poważnymi obrażeniami na psychice
Say i jej aparat
Say i jej brak talentu


Design

Layout by Cassia for Layout4you
Credits: Elrisha and Ghosts